No to...
jesteśmy już TU, czyli w Chinach. Ale blogowanie okazuje się nie lada sztuką, rzekłabym nawet wyzwaniem, usługa bloggerowa nie istnieje bowiem w chińskim internecie. Znaleźliśmy jakiś cudaczny "tunel dostępowy" ale nie ma tu opcji zamieszczania zdjęć, więc klęska totalna:( Brak również edycji postu, więc sorki za błędy, których będzie pewnie sporo.
Samolot, którym odlecieliśmy z Warszawy był raczej "samolocikiem" i wcale nie sprawiał wrażenia tak głośnej maszynerii, jaką się okazał podczas lotu do Helsinek:)
Helsinki powitały nas pięknym słońcem,
Budowle są wielkie, monumentalne rzekłabym nawet, a te najstarsze chronione murami przed "zadeptaniem".
SPA na przykład...
Albo Muzeum Kolei
A pomiędzy tym wszystkim, dumnie piętrzą się świątynie...
Zaskakują drzewa pozbawione zieloności, blade, przeżarte słońcem akacje. Wszędzie należy nabyć bilet wstępu, nawet do miejskiego parku ale i tutaj drzew jest jak na lekarstwo, a marzenia o schronieniu się w błogim cieniu, pośród parkowych alejek - pozostają na swoim miejscu - czyli nadal w sferze marzeń.
Smog, o którym tyle się naczytałam jest wszechobecny ale już drugiego dnia pieszych wycieczek po Pekinie wydaje się czymś tak oczywistym, że nie zwracamy nań uwagi. Aczkolwiek z racji smogu, wszystko wygląda na zamglone... no i w gardle zbiera się lepka klucha... Prawdziwi Chińczycy, charkają z rozmachem [i rozrzutem też;)], ja nie potrafię. Wszędzie przemieszczają się fale tłumów. Spotkasz tu każdego - eleganckie kobiety w gumowo-plastikowych bucikach, dzieci biegające bez majtek lub w majtkach ale z dziurą w miejscu pupy, starszych, którzy śpiewają pod nosem lub całkiem głośno. Mam wrażenie, jakbym uczestniczyła w ogromnym jarmarku, który nie ma końca.
Nie wiem zupełnie czy wobec powyższych okoliczności, czyli braku możliwości wklejania zdjęć, chcecie "tak na sucho" czytać o moich odczuciach? Dajcie znać:)
A teraz zmykam do spania i mam nadzieję, że ten post da się opublikować:)
Nie wiem zupełnie czy wobec powyższych okoliczności, czyli braku możliwości wklejania zdjęć, chcecie "tak na sucho" czytać o moich odczuciach? Dajcie znać:)
A teraz zmykam do spania i mam nadzieję, że ten post da się opublikować:)






